[Nominacje] Post roku
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum RealMadryt.pl Strona Główna   Oscary 2010
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kibic RM
Prezes
Prezes




Dołączył: 18 Cze 2009
Ostrzeżeń: 2
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 2011.01.02 17:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
A ja rozumiem radość Putek. Postanowiłem wczuć się w ich sytuację. Wzbić na wyżyny empatii. Wyobraziłem sobie jak wyglądałby dzień z mojego życia, jako kibica Blaugrany. Weźmy np. taki 28 kwietnia 2010r. ...
Budzę się. Promienie słońca wpadające przez okno delikatnie oświetlają majestat barw Katalonii. Tak! Moja pościel jest cała w czerwono żółte pasy! Ileż w tym symboliki, ile patosu, ile pozytywnej emocji. Wiem, że dziś słońce świeci nad Katalonią, że dziś będzie dobry dzień. Mierząc wzrokiem gładką toń pościeli nagle zauważam wzniesienie. Uwłaczający szlachetnym barwom namiot. No tak, to Wańka Wstańka. Ale czy to się godzi? Dotykać chujem katalońskich barw?! To niemal jakbym wyłożył chuja na całą Katalonię! Desperacko szukam jakiegoś ratunku, rozglądając się po pokoju. Co robić? Co robić?! I nagle jest. Olśnienie. Spoglądam na ścianę. Na pełne mesjanizmu i boskiego natchnienia oblicze postaci, której plakat wisi nad moim łóżkiem. Wiem, że wpatrywanie się w te szlachetne lica zabije we mnie wszelkie złe myśli i nieczyste akty. Patrzę na mego idola, a problem znika. Z radością wstaję z łóżka, z namaszczeniem, pieszczotliwie niemal zaścielam pościel. Wychodząc z pokoju jeszcze raz spoglądam na plakat. Dziękuję Ci, Lionelu Messi.
Czas na śniadanie. Co zjem dzisiaj? Oczywiście, coś katalońskiego! Niech będzie escudella! Przyrządzam posiłek i z wielkim smakiem go zjadam. Po śniadaniu zaczynają się jednak gastryczne kłopoty. Czy to escudella? Nie. To rosnące podniecenie, rozemocjonowanie przed dzisiejszym meczem, meczem drużyny, która jest mi tak bliska sercu – FC Barcelony. Pamiętam jak dziś niedawne tragiczne wydarzenia. Wulkan, pył, autobus. Sędzia, antyfootball, murarka. Te obrazy przesuwają się w mojej głowie jak w kalejdoskopie. Dziś szansa, by odwrócić nieszczęsne zdarzenie losu, szansa, by odrobić niekorzystny wynik. Choć to właściwie niemożliwe, moja Barca przegrała niedawno z Interem Mediolan 3:1. Targany emocjami żołądek gna mnie do toalety. Siadam na muszli, chwytam w rękę El Mundo Deportivo. Po chwili czuję, że jest po wszystkim. Żadnego pierdu, żadnego plusku. Mój kał przeszył toń wody niczym drapieżna ryba. Muszla jest czysta. Podcieram się – papier również jest czysty. Czy jestem zdziwiony? Ależ skąd. Jako kibic czegoś więcej niż klub jestem nobilitowany do tego, by robić coś więcej niż kupę.
(Od narratora: aby uniknąć dłużyzn wycięto znaczną część dnia, przesuwając się bezpośrednio do jego meritum)
I wreszcie jest! Nadszedł ten wielki wieczór. Emocje sięgają zenitu. Miłość, nadzieja. A z drugiej strony nienawiść, jad, wrogość. Szczególnie do tego jednego człowieka. Profana footballu, oprawcy widowiska, aroganckiego buca, prowokatorskiego chama. Trenera który nade wszystko miłuje tak znienawidzone przez kibica Blaugrany murowanie własnej bramki. Jose Mourinho. Jestem pełen zrozumienia dla kibiców Barcy, którzy zaatakowali jego samochód, czy też zakłócali ciszę nocną przed hotelem Interu. To miało go odwieść od przyjścia tutaj, miało być dla niego ostrzeżeniem i chronić jego bezpieczeństwo. On jednak przyszedł. Cóż – jego sprawa, on ryzykuje. Wraz z braćmi w Blaugranie czekamy przed telewizorem na pierwszy gwizdek. I jest! Zaczęli. Tak jak można było się spodziewać – Barca od pierwszych minut gra pięknie, Inter się muruje. Ale!!! Co tam się stało! Motta potężnie uderza w twarz Sergio Busqetsa! Co za cios! Pierdolnął go z półobrotu! Musi, musi być czerwona kartka. Całe szczęście – jest! Ale nasza radość jest chwilowa. Uśmiech na twarzy Mourinho wyjaśnia wszystko. To był podstęp! To było celowe! Motta miał dostać tę kartkę! Teraz już bez żadnych oporów będą mogli bronić się całą drużyną! Nic to. Barca sobie poradzi. Oglądamy mecz. Barca gra kosmos. Klep. Klep. Klep. Klep. Piłeczka chodzi jak po sznureczku. Klep. Klep. Ja do ciebie, ty do niego, on do mnie, a ja do ciebie. To jest właśnie katalońska szkoła piłki! Liczę podania. 10, 15, 20, 30, 50, 80! Ależ ta drużyna jest niesamowita! Posiadanie piłki: 90%. Uśmiecham się błogo. To jest właśnie piękno footballu! Poezja, maestria, kunszt i sztuka! W duchu dziękuję Bogu za to, że katalońscy emigranci na niesprzyjającej, angielskiej ziemi wymyślili piłkę nożną. Zaczynam marzyć: widzę Barcelonę zwyciężającą w finale Ligii Mistrzów, Puyol wznosi puchar na Bernabeu, a kibice parszywego Realu płaczą jak bobry. Ale zaraz... Barca jeszcze nie strzeliła bramki?! Niemożliwe. A jednak! Nieważne, kończy się pierwsza połowa, ale ja wiem, że przy takiej grze bramka jest kwestią czasu. W przerwie meczu dyskutujemy z braćmi w Blaugranie o tym, jak bardzo widowisko cierpi przez grę Interu...
Zaczyna się druga połowa. Barca dalej gra pięknie, Inter tylko wybija piłki. Wychodzę na szybkie siku do toalety. I nagle słyszę ryk z pokoju!!! Tak, to krzyk radości! A więc jest 1:0! Przechodzi mnie dreszcz, aż trochę obsikałem sobie nogawkę. To nic. Kto mógł strzelić? Messi, Ibra? Nie, on już przecież zszedł. Może Bojan? Czym prędzej biegnę do pokoju. Nie jestem zaskoczony, gdy dowiaduję się, że gola strzelił Pique. Piłkarz uniwersalny potrafi wszystko. Z braćmi w Blaugranie krytykujemy jeszcze stronniczego komentatora, który przy bramce dopatrywał się spalonego. A więc jeszcze tylko jeden gol i marzenie o finale się spełni! I jest! Gol! Finał! Zwycięstwo! Triumf! Wielka Barcelona! To jest ta Barcelona! To jest ten gol! To jest ten Bojan! Ale... Co tam się dzieje?! Sędzia dopatruje się zagrania ręką Keity. Cisną mi się na usta słowa niegodne kibica Barcy, który mężnie znosi przeciwności losu i nigdy nie krytykuje sędziego... Nie wytrzymuję. Wstaję i krzyczę:
CZY TY W OGÓLE MASZ OCZY SKURWYSYNIE?!
Bracia w Blaugranie potakują głowami a aprobatą. Tak nas oszukać... Tak okłamać... Mecz się kończy. A więc sędzia przepchnął Inter do finału. Przekupna dziwka. A profan footballu biegnie na środek boiska! Zaraz będzie nieszczęście! Ale nie! Mężny Valdes własną piersią zasłania wroga przed lecącymi puszkami i zapalniczkami. Władczym gestem nakazuje trybunom się uspokoić. Jestem dumny! To my tak naprawdę wygraliśmy mecz, zwycięstwo odebrał nam sędzia! Teraz Valdes pokazuje, że również moralnie, etycznie jesteśmy zwycięzcami. Jest i piękny gest ze strony organizatorów. Nikt nie przygotował niebiesko – czarnego konfetti, bo nikt nie spodziewał się niemożliwego – awansu Interu. Ale zamiast tego na świętujących piłkarzy Interu spada srebrzysty strumień wody ze zraszaczy! Co za szlachetność, co za gest ze strony organizatorów. Tylko Blaugrana tak potrafi przegrywać – z pokorą i szacunkiem dla przeciwnika.
Rozchodzimy się smutni, ale i dumni. Barca pozostała wierna swoim ideałom, Barca zniosła oszustwo z pokorą, okazała respekt dla przeciwnika. Dla nas Barca jest dziś zwycięska! Jest wzorem dla innych. Dla nas, kibiców więcej niż klubu!

steff



_________________
Real Madryt.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email      
El Dominik
Madridista




Dołączył: 22 Gru 2009
Ostrzeżeń: 1
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 2011.01.02 17:21    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Acid napisał:
Może lepiej poderwać ją na Barcelonę. Potem wziąć od tyłu i w tym samym czasie dyskretnie ubrać koszulkę Realu, klepnąć w tyłek i poprosić żeby się obróciła.


steff napisał:
A ja rozumiem radość Putek. Postanowiłem wczuć się w ich sytuację. Wzbić na wyżyny empatii. Wyobraziłem sobie jak wyglądałby dzień z mojego życia, jako kibica Blaugrany. Weźmy np. taki 28 kwietnia 2010r. ...
Budzę się. Promienie słońca wpadające przez okno delikatnie oświetlają majestat barw Katalonii. Tak! Moja pościel jest cała w czerwono żółte pasy! Ileż w tym symboliki, ile patosu, ile pozytywnej emocji. Wiem, że dziś słońce świeci nad Katalonią, że dziś będzie dobry dzień. Mierząc wzrokiem gładką toń pościeli nagle zauważam wzniesienie. Uwłaczający szlachetnym barwom namiot. No tak, to Wańka Wstańka. Ale czy to się godzi? Dotykać chujem katalońskich barw?! To niemal jakbym wyłożył chuja na całą Katalonię! Desperacko szukam jakiegoś ratunku, rozglądając się po pokoju. Co robić? Co robić?! I nagle jest. Olśnienie. Spoglądam na ścianę. Na pełne mesjanizmu i boskiego natchnienia oblicze postaci, której plakat wisi nad moim łóżkiem. Wiem, że wpatrywanie się w te szlachetne lica zabije we mnie wszelkie złe myśli i nieczyste akty. Patrzę na mego idola, a problem znika. Z radością wstaję z łóżka, z namaszczeniem, pieszczotliwie niemal zaścielam pościel. Wychodząc z pokoju jeszcze raz spoglądam na plakat. Dziękuję Ci, Lionelu Messi.
Czas na śniadanie. Co zjem dzisiaj? Oczywiście, coś katalońskiego! Niech będzie escudella! Przyrządzam posiłek i z wielkim smakiem go zjadam. Po śniadaniu zaczynają się jednak gastryczne kłopoty. Czy to escudella? Nie. To rosnące podniecenie, rozemocjonowanie przed dzisiejszym meczem, meczem drużyny, która jest mi tak bliska sercu – FC Barcelony. Pamiętam jak dziś niedawne tragiczne wydarzenia. Wulkan, pył, autobus. Sędzia, antyfootball, murarka. Te obrazy przesuwają się w mojej głowie jak w kalejdoskopie. Dziś szansa, by odwrócić nieszczęsne zdarzenie losu, szansa, by odrobić niekorzystny wynik. Choć to właściwie niemożliwe, moja Barca przegrała niedawno z Interem Mediolan 3:1. Targany emocjami żołądek gna mnie do toalety. Siadam na muszli, chwytam w rękę El Mundo Deportivo. Po chwili czuję, że jest po wszystkim. Żadnego pierdu, żadnego plusku. Mój kał przeszył toń wody niczym drapieżna ryba. Muszla jest czysta. Podcieram się – papier również jest czysty. Czy jestem zdziwiony? Ależ skąd. Jako kibic czegoś więcej niż klub jestem nobilitowany do tego, by robić coś więcej niż kupę.
(Od narratora: aby uniknąć dłużyzn wycięto znaczną część dnia, przesuwając się bezpośrednio do jego meritum)
I wreszcie jest! Nadszedł ten wielki wieczór. Emocje sięgają zenitu. Miłość, nadzieja. A z drugiej strony nienawiść, jad, wrogość. Szczególnie do tego jednego człowieka. Profana footballu, oprawcy widowiska, aroganckiego buca, prowokatorskiego chama. Trenera który nade wszystko miłuje tak znienawidzone przez kibica Blaugrany murowanie własnej bramki. Jose Mourinho. Jestem pełen zrozumienia dla kibiców Barcy, którzy zaatakowali jego samochód, czy też zakłócali ciszę nocną przed hotelem Interu. To miało go odwieść od przyjścia tutaj, miało być dla niego ostrzeżeniem i chronić jego bezpieczeństwo. On jednak przyszedł. Cóż – jego sprawa, on ryzykuje. Wraz z braćmi w Blaugranie czekamy przed telewizorem na pierwszy gwizdek. I jest! Zaczęli. Tak jak można było się spodziewać – Barca od pierwszych minut gra pięknie, Inter się muruje. Ale!!! Co tam się stało! Motta potężnie uderza w twarz Sergio Busqetsa! Co za cios! Pierdolnął go z półobrotu! Musi, musi być czerwona kartka. Całe szczęście – jest! Ale nasza radość jest chwilowa. Uśmiech na twarzy Mourinho wyjaśnia wszystko. To był podstęp! To było celowe! Motta miał dostać tę kartkę! Teraz już bez żadnych oporów będą mogli bronić się całą drużyną! Nic to. Barca sobie poradzi. Oglądamy mecz. Barca gra kosmos. Klep. Klep. Klep. Klep. Piłeczka chodzi jak po sznureczku. Klep. Klep. Ja do ciebie, ty do niego, on do mnie, a ja do ciebie. To jest właśnie katalońska szkoła piłki! Liczę podania. 10, 15, 20, 30, 50, 80! Ależ ta drużyna jest niesamowita! Posiadanie piłki: 90%. Uśmiecham się błogo. To jest właśnie piękno footballu! Poezja, maestria, kunszt i sztuka! W duchu dziękuję Bogu za to, że katalońscy emigranci na niesprzyjającej, angielskiej ziemi wymyślili piłkę nożną. Zaczynam marzyć: widzę Barcelonę zwyciężającą w finale Ligii Mistrzów, Puyol wznosi puchar na Bernabeu, a kibice parszywego Realu płaczą jak bobry. Ale zaraz... Barca jeszcze nie strzeliła bramki?! Niemożliwe. A jednak! Nieważne, kończy się pierwsza połowa, ale ja wiem, że przy takiej grze bramka jest kwestią czasu. W przerwie meczu dyskutujemy z braćmi w Blaugranie o tym, jak bardzo widowisko cierpi przez grę Interu...
Zaczyna się druga połowa. Barca dalej gra pięknie, Inter tylko wybija piłki. Wychodzę na szybkie siku do toalety. I nagle słyszę ryk z pokoju!!! Tak, to krzyk radości! A więc jest 1:0! Przechodzi mnie dreszcz, aż trochę obsikałem sobie nogawkę. To nic. Kto mógł strzelić? Messi, Ibra? Nie, on już przecież zszedł. Może Bojan? Czym prędzej biegnę do pokoju. Nie jestem zaskoczony, gdy dowiaduję się, że gola strzelił Pique. Piłkarz uniwersalny potrafi wszystko. Z braćmi w Blaugranie krytykujemy jeszcze stronniczego komentatora, który przy bramce dopatrywał się spalonego. A więc jeszcze tylko jeden gol i marzenie o finale się spełni! I jest! Gol! Finał! Zwycięstwo! Triumf! Wielka Barcelona! To jest ta Barcelona! To jest ten gol! To jest ten Bojan! Ale... Co tam się dzieje?! Sędzia dopatruje się zagrania ręką Keity. Cisną mi się na usta słowa niegodne kibica Barcy, który mężnie znosi przeciwności losu i nigdy nie krytykuje sędziego... Nie wytrzymuję. Wstaję i krzyczę:
CZY TY W OGÓLE MASZ OCZY SKURWYSYNIE?!
Bracia w Blaugranie potakują głowami a aprobatą. Tak nas oszukać... Tak okłamać... Mecz się kończy. A więc sędzia przepchnął Inter do finału. Przekupna dziwka. A profan footballu biegnie na środek boiska! Zaraz będzie nieszczęście! Ale nie! Mężny Valdes własną piersią zasłania wroga przed lecącymi puszkami i zapalniczkami. Władczym gestem nakazuje trybunom się uspokoić. Jestem dumny! To my tak naprawdę wygraliśmy mecz, zwycięstwo odebrał nam sędzia! Teraz Valdes pokazuje, że również moralnie, etycznie jesteśmy zwycięzcami. Jest i piękny gest ze strony organizatorów. Nikt nie przygotował niebiesko – czarnego konfetti, bo nikt nie spodziewał się niemożliwego – awansu Interu. Ale zamiast tego na świętujących piłkarzy Interu spada srebrzysty strumień wody ze zraszaczy! Co za szlachetność, co za gest ze strony organizatorów. Tylko Blaugrana tak potrafi przegrywać – z pokorą i szacunkiem dla przeciwnika.
Rozchodzimy się smutni, ale i dumni. Barca pozostała wierna swoim ideałom, Barca zniosła oszustwo z pokorą, okazała respekt dla przeciwnika. Dla nas Barca jest dziś zwycięska! Jest wzorem dla innych. Dla nas, kibiców więcej niż klubu!




_________________
Soy un madridista y tengo una alma blanca!

Marcelo.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość      
el blanco.
football is my life




Dołączył: 26 Wrz 2006
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 2011.01.02 17:47    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Acid napisał:
Może lepiej poderwać ją na Barcelonę. Potem wziąć od tyłu i w tym samym czasie dyskretnie ubrać koszulkę Realu, klepnąć w tyłek i poprosić żeby się obróciła.


steff napisał:
A ja rozumiem radość Putek. Postanowiłem wczuć się w ich sytuację. Wzbić na wyżyny empatii. Wyobraziłem sobie jak wyglądałby dzień z mojego życia, jako kibica Blaugrany. Weźmy np. taki 28 kwietnia 2010r. ...
Budzę się. Promienie słońca wpadające przez okno delikatnie oświetlają majestat barw Katalonii. Tak! Moja pościel jest cała w czerwono żółte pasy! Ileż w tym symboliki, ile patosu, ile pozytywnej emocji. Wiem, że dziś słońce świeci nad Katalonią, że dziś będzie dobry dzień. Mierząc wzrokiem gładką toń pościeli nagle zauważam wzniesienie. Uwłaczający szlachetnym barwom namiot. No tak, to Wańka Wstańka. Ale czy to się godzi? Dotykać chujem katalońskich barw?! To niemal jakbym wyłożył chuja na całą Katalonię! Desperacko szukam jakiegoś ratunku, rozglądając się po pokoju. Co robić? Co robić?! I nagle jest. Olśnienie. Spoglądam na ścianę. Na pełne mesjanizmu i boskiego natchnienia oblicze postaci, której plakat wisi nad moim łóżkiem. Wiem, że wpatrywanie się w te szlachetne lica zabije we mnie wszelkie złe myśli i nieczyste akty. Patrzę na mego idola, a problem znika. Z radością wstaję z łóżka, z namaszczeniem, pieszczotliwie niemal zaścielam pościel. Wychodząc z pokoju jeszcze raz spoglądam na plakat. Dziękuję Ci, Lionelu Messi.
Czas na śniadanie. Co zjem dzisiaj? Oczywiście, coś katalońskiego! Niech będzie escudella! Przyrządzam posiłek i z wielkim smakiem go zjadam. Po śniadaniu zaczynają się jednak gastryczne kłopoty. Czy to escudella? Nie. To rosnące podniecenie, rozemocjonowanie przed dzisiejszym meczem, meczem drużyny, która jest mi tak bliska sercu – FC Barcelony. Pamiętam jak dziś niedawne tragiczne wydarzenia. Wulkan, pył, autobus. Sędzia, antyfootball, murarka. Te obrazy przesuwają się w mojej głowie jak w kalejdoskopie. Dziś szansa, by odwrócić nieszczęsne zdarzenie losu, szansa, by odrobić niekorzystny wynik. Choć to właściwie niemożliwe, moja Barca przegrała niedawno z Interem Mediolan 3:1. Targany emocjami żołądek gna mnie do toalety. Siadam na muszli, chwytam w rękę El Mundo Deportivo. Po chwili czuję, że jest po wszystkim. Żadnego pierdu, żadnego plusku. Mój kał przeszył toń wody niczym drapieżna ryba. Muszla jest czysta. Podcieram się – papier również jest czysty. Czy jestem zdziwiony? Ależ skąd. Jako kibic czegoś więcej niż klub jestem nobilitowany do tego, by robić coś więcej niż kupę.
(Od narratora: aby uniknąć dłużyzn wycięto znaczną część dnia, przesuwając się bezpośrednio do jego meritum)
I wreszcie jest! Nadszedł ten wielki wieczór. Emocje sięgają zenitu. Miłość, nadzieja. A z drugiej strony nienawiść, jad, wrogość. Szczególnie do tego jednego człowieka. Profana footballu, oprawcy widowiska, aroganckiego buca, prowokatorskiego chama. Trenera który nade wszystko miłuje tak znienawidzone przez kibica Blaugrany murowanie własnej bramki. Jose Mourinho. Jestem pełen zrozumienia dla kibiców Barcy, którzy zaatakowali jego samochód, czy też zakłócali ciszę nocną przed hotelem Interu. To miało go odwieść od przyjścia tutaj, miało być dla niego ostrzeżeniem i chronić jego bezpieczeństwo. On jednak przyszedł. Cóż – jego sprawa, on ryzykuje. Wraz z braćmi w Blaugranie czekamy przed telewizorem na pierwszy gwizdek. I jest! Zaczęli. Tak jak można było się spodziewać – Barca od pierwszych minut gra pięknie, Inter się muruje. Ale!!! Co tam się stało! Motta potężnie uderza w twarz Sergio Busqetsa! Co za cios! Pierdolnął go z półobrotu! Musi, musi być czerwona kartka. Całe szczęście – jest! Ale nasza radość jest chwilowa. Uśmiech na twarzy Mourinho wyjaśnia wszystko. To był podstęp! To było celowe! Motta miał dostać tę kartkę! Teraz już bez żadnych oporów będą mogli bronić się całą drużyną! Nic to. Barca sobie poradzi. Oglądamy mecz. Barca gra kosmos. Klep. Klep. Klep. Klep. Piłeczka chodzi jak po sznureczku. Klep. Klep. Ja do ciebie, ty do niego, on do mnie, a ja do ciebie. To jest właśnie katalońska szkoła piłki! Liczę podania. 10, 15, 20, 30, 50, 80! Ależ ta drużyna jest niesamowita! Posiadanie piłki: 90%. Uśmiecham się błogo. To jest właśnie piękno footballu! Poezja, maestria, kunszt i sztuka! W duchu dziękuję Bogu za to, że katalońscy emigranci na niesprzyjającej, angielskiej ziemi wymyślili piłkę nożną. Zaczynam marzyć: widzę Barcelonę zwyciężającą w finale Ligii Mistrzów, Puyol wznosi puchar na Bernabeu, a kibice parszywego Realu płaczą jak bobry. Ale zaraz... Barca jeszcze nie strzeliła bramki?! Niemożliwe. A jednak! Nieważne, kończy się pierwsza połowa, ale ja wiem, że przy takiej grze bramka jest kwestią czasu. W przerwie meczu dyskutujemy z braćmi w Blaugranie o tym, jak bardzo widowisko cierpi przez grę Interu...
Zaczyna się druga połowa. Barca dalej gra pięknie, Inter tylko wybija piłki. Wychodzę na szybkie siku do toalety. I nagle słyszę ryk z pokoju!!! Tak, to krzyk radości! A więc jest 1:0! Przechodzi mnie dreszcz, aż trochę obsikałem sobie nogawkę. To nic. Kto mógł strzelić? Messi, Ibra? Nie, on już przecież zszedł. Może Bojan? Czym prędzej biegnę do pokoju. Nie jestem zaskoczony, gdy dowiaduję się, że gola strzelił Pique. Piłkarz uniwersalny potrafi wszystko. Z braćmi w Blaugranie krytykujemy jeszcze stronniczego komentatora, który przy bramce dopatrywał się spalonego. A więc jeszcze tylko jeden gol i marzenie o finale się spełni! I jest! Gol! Finał! Zwycięstwo! Triumf! Wielka Barcelona! To jest ta Barcelona! To jest ten gol! To jest ten Bojan! Ale... Co tam się dzieje?! Sędzia dopatruje się zagrania ręką Keity. Cisną mi się na usta słowa niegodne kibica Barcy, który mężnie znosi przeciwności losu i nigdy nie krytykuje sędziego... Nie wytrzymuję. Wstaję i krzyczę:
CZY TY W OGÓLE MASZ OCZY SKURWYSYNIE?!
Bracia w Blaugranie potakują głowami a aprobatą. Tak nas oszukać... Tak okłamać... Mecz się kończy. A więc sędzia przepchnął Inter do finału. Przekupna dziwka. A profan footballu biegnie na środek boiska! Zaraz będzie nieszczęście! Ale nie! Mężny Valdes własną piersią zasłania wroga przed lecącymi puszkami i zapalniczkami. Władczym gestem nakazuje trybunom się uspokoić. Jestem dumny! To my tak naprawdę wygraliśmy mecz, zwycięstwo odebrał nam sędzia! Teraz Valdes pokazuje, że również moralnie, etycznie jesteśmy zwycięzcami. Jest i piękny gest ze strony organizatorów. Nikt nie przygotował niebiesko – czarnego konfetti, bo nikt nie spodziewał się niemożliwego – awansu Interu. Ale zamiast tego na świętujących piłkarzy Interu spada srebrzysty strumień wody ze zraszaczy! Co za szlachetność, co za gest ze strony organizatorów. Tylko Blaugrana tak potrafi przegrywać – z pokorą i szacunkiem dla przeciwnika.
Rozchodzimy się smutni, ale i dumni. Barca pozostała wierna swoim ideałom, Barca zniosła oszustwo z pokorą, okazała respekt dla przeciwnika. Dla nas Barca jest dziś zwycięska! Jest wzorem dla innych. Dla nas, kibiców więcej niż klubu!



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość      
Tom3k
Acidofilia.




Dołączył: 23 Kwi 2007
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 2011.01.02 18:45    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

hakur napisał:
Ja wiem jak Mourinho się czuję. Ostatnio tak miałem na imprezie. Dzwoni kolega i mówi, żebym wpadał do Konstancina. Bananowy balet, ładne dziewczyny, kilka łatwych, kilka kandydatek na żonę, drogi alkohol, wypasiona chata. Jadę zajarany, myślę, że jadę na balet jak ten, o którym pisali na fejsie, u Janusza czy coś takiego. Wchodzę. Pierwsze dwie godziny spoko, ale potem widzę co się dzieje i zaczynam się wkurwiać. Nie dość, że te trudne, dla mnie są ciągle trudne, to jeszcze te łatwe nagle stawiają warunki, że ja pierdole. A co u Pawła? Wiecie tego kutasa, którego nienawidzę - ni to ładniejszy odemnie, ni to lepiej ubrany, ni chuja fajniejszy, powiedziałbym, że debil. No co - wszedł i tak: na łatwe pstryka palcami, tym trudnym mówi "cześć jestem paweł, chodź na górę" i one idą. No jak tu się nie wkurwić. Nie jestem z tych co milczą, widzę, że coś tu nie gra. Hipokrytki zasrane dają mu się macać, a potem mówią, że do końca walczyły o swoją cnotę. Nazywam je po imieniu "kurwami" i nagle wszyscy na imprezie chcą mnie napierdalać. Ciężko.

Ale wiecie jak sie skończyło nie? Zostałem, zerżnąłem wszystkie, Pawła najebałem i zostałem królem melanżu.

Joł


Zdecydowanie najlepszy.

i drugi:

steff napisał:
A ja rozumiem radość Putek. Postanowiłem wczuć się w ich sytuację. Wzbić na wyżyny empatii. Wyobraziłem sobie jak wyglądałby dzień z mojego życia, jako kibica Blaugrany. Weźmy np. taki 28 kwietnia 2010r. ...
Budzę się. Promienie słońca wpadające przez okno delikatnie oświetlają majestat barw Katalonii. Tak! Moja pościel jest cała w czerwono żółte pasy! Ileż w tym symboliki, ile patosu, ile pozytywnej emocji. Wiem, że dziś słońce świeci nad Katalonią, że dziś będzie dobry dzień. Mierząc wzrokiem gładką toń pościeli nagle zauważam wzniesienie. Uwłaczający szlachetnym barwom namiot. No tak, to Wańka Wstańka. Ale czy to się godzi? Dotykać chujem katalońskich barw?! To niemal jakbym wyłożył chuja na całą Katalonię! Desperacko szukam jakiegoś ratunku, rozglądając się po pokoju. Co robić? Co robić?! I nagle jest. Olśnienie. Spoglądam na ścianę. Na pełne mesjanizmu i boskiego natchnienia oblicze postaci, której plakat wisi nad moim łóżkiem. Wiem, że wpatrywanie się w te szlachetne lica zabije we mnie wszelkie złe myśli i nieczyste akty. Patrzę na mego idola, a problem znika. Z radością wstaję z łóżka, z namaszczeniem, pieszczotliwie niemal zaścielam pościel. Wychodząc z pokoju jeszcze raz spoglądam na plakat. Dziękuję Ci, Lionelu Messi.
Czas na śniadanie. Co zjem dzisiaj? Oczywiście, coś katalońskiego! Niech będzie escudella! Przyrządzam posiłek i z wielkim smakiem go zjadam. Po śniadaniu zaczynają się jednak gastryczne kłopoty. Czy to escudella? Nie. To rosnące podniecenie, rozemocjonowanie przed dzisiejszym meczem, meczem drużyny, która jest mi tak bliska sercu – FC Barcelony. Pamiętam jak dziś niedawne tragiczne wydarzenia. Wulkan, pył, autobus. Sędzia, antyfootball, murarka. Te obrazy przesuwają się w mojej głowie jak w kalejdoskopie. Dziś szansa, by odwrócić nieszczęsne zdarzenie losu, szansa, by odrobić niekorzystny wynik. Choć to właściwie niemożliwe, moja Barca przegrała niedawno z Interem Mediolan 3:1. Targany emocjami żołądek gna mnie do toalety. Siadam na muszli, chwytam w rękę El Mundo Deportivo. Po chwili czuję, że jest po wszystkim. Żadnego pierdu, żadnego plusku. Mój kał przeszył toń wody niczym drapieżna ryba. Muszla jest czysta. Podcieram się – papier również jest czysty. Czy jestem zdziwiony? Ależ skąd. Jako kibic czegoś więcej niż klub jestem nobilitowany do tego, by robić coś więcej niż kupę.
(Od narratora: aby uniknąć dłużyzn wycięto znaczną część dnia, przesuwając się bezpośrednio do jego meritum)
I wreszcie jest! Nadszedł ten wielki wieczór. Emocje sięgają zenitu. Miłość, nadzieja. A z drugiej strony nienawiść, jad, wrogość. Szczególnie do tego jednego człowieka. Profana footballu, oprawcy widowiska, aroganckiego buca, prowokatorskiego chama. Trenera który nade wszystko miłuje tak znienawidzone przez kibica Blaugrany murowanie własnej bramki. Jose Mourinho. Jestem pełen zrozumienia dla kibiców Barcy, którzy zaatakowali jego samochód, czy też zakłócali ciszę nocną przed hotelem Interu. To miało go odwieść od przyjścia tutaj, miało być dla niego ostrzeżeniem i chronić jego bezpieczeństwo. On jednak przyszedł. Cóż – jego sprawa, on ryzykuje. Wraz z braćmi w Blaugranie czekamy przed telewizorem na pierwszy gwizdek. I jest! Zaczęli. Tak jak można było się spodziewać – Barca od pierwszych minut gra pięknie, Inter się muruje. Ale!!! Co tam się stało! Motta potężnie uderza w twarz Sergio Busqetsa! Co za cios! Pierdolnął go z półobrotu! Musi, musi być czerwona kartka. Całe szczęście – jest! Ale nasza radość jest chwilowa. Uśmiech na twarzy Mourinho wyjaśnia wszystko. To był podstęp! To było celowe! Motta miał dostać tę kartkę! Teraz już bez żadnych oporów będą mogli bronić się całą drużyną! Nic to. Barca sobie poradzi. Oglądamy mecz. Barca gra kosmos. Klep. Klep. Klep. Klep. Piłeczka chodzi jak po sznureczku. Klep. Klep. Ja do ciebie, ty do niego, on do mnie, a ja do ciebie. To jest właśnie katalońska szkoła piłki! Liczę podania. 10, 15, 20, 30, 50, 80! Ależ ta drużyna jest niesamowita! Posiadanie piłki: 90%. Uśmiecham się błogo. To jest właśnie piękno footballu! Poezja, maestria, kunszt i sztuka! W duchu dziękuję Bogu za to, że katalońscy emigranci na niesprzyjającej, angielskiej ziemi wymyślili piłkę nożną. Zaczynam marzyć: widzę Barcelonę zwyciężającą w finale Ligii Mistrzów, Puyol wznosi puchar na Bernabeu, a kibice parszywego Realu płaczą jak bobry. Ale zaraz... Barca jeszcze nie strzeliła bramki?! Niemożliwe. A jednak! Nieważne, kończy się pierwsza połowa, ale ja wiem, że przy takiej grze bramka jest kwestią czasu. W przerwie meczu dyskutujemy z braćmi w Blaugranie o tym, jak bardzo widowisko cierpi przez grę Interu...
Zaczyna się druga połowa. Barca dalej gra pięknie, Inter tylko wybija piłki. Wychodzę na szybkie siku do toalety. I nagle słyszę ryk z pokoju!!! Tak, to krzyk radości! A więc jest 1:0! Przechodzi mnie dreszcz, aż trochę obsikałem sobie nogawkę. To nic. Kto mógł strzelić? Messi, Ibra? Nie, on już przecież zszedł. Może Bojan? Czym prędzej biegnę do pokoju. Nie jestem zaskoczony, gdy dowiaduję się, że gola strzelił Pique. Piłkarz uniwersalny potrafi wszystko. Z braćmi w Blaugranie krytykujemy jeszcze stronniczego komentatora, który przy bramce dopatrywał się spalonego. A więc jeszcze tylko jeden gol i marzenie o finale się spełni! I jest! Gol! Finał! Zwycięstwo! Triumf! Wielka Barcelona! To jest ta Barcelona! To jest ten gol! To jest ten Bojan! Ale... Co tam się dzieje?! Sędzia dopatruje się zagrania ręką Keity. Cisną mi się na usta słowa niegodne kibica Barcy, który mężnie znosi przeciwności losu i nigdy nie krytykuje sędziego... Nie wytrzymuję. Wstaję i krzyczę:
CZY TY W OGÓLE MASZ OCZY SKURWYSYNIE?!
Bracia w Blaugranie potakują głowami a aprobatą. Tak nas oszukać... Tak okłamać... Mecz się kończy. A więc sędzia przepchnął Inter do finału. Przekupna dziwka. A profan footballu biegnie na środek boiska! Zaraz będzie nieszczęście! Ale nie! Mężny Valdes własną piersią zasłania wroga przed lecącymi puszkami i zapalniczkami. Władczym gestem nakazuje trybunom się uspokoić. Jestem dumny! To my tak naprawdę wygraliśmy mecz, zwycięstwo odebrał nam sędzia! Teraz Valdes pokazuje, że również moralnie, etycznie jesteśmy zwycięzcami. Jest i piękny gest ze strony organizatorów. Nikt nie przygotował niebiesko – czarnego konfetti, bo nikt nie spodziewał się niemożliwego – awansu Interu. Ale zamiast tego na świętujących piłkarzy Interu spada srebrzysty strumień wody ze zraszaczy! Co za szlachetność, co za gest ze strony organizatorów. Tylko Blaugrana tak potrafi przegrywać – z pokorą i szacunkiem dla przeciwnika.
Rozchodzimy się smutni, ale i dumni. Barca pozostała wierna swoim ideałom, Barca zniosła oszustwo z pokorą, okazała respekt dla przeciwnika. Dla nas Barca jest dziś zwycięska! Jest wzorem dla innych. Dla nas, kibiców więcej niż klubu!



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość      
Buju Lion
Jesus, did I say that? Or just think that?




Dołączył: 18 Lut 2009
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 2011.01.02 19:00    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Daedalus napisał:

Bracia forumowicze, siostry forumowiczki.

Nadchodzi ten dzień. 29 listopada 2010. Starcie przeciwko światu. Walka o obalenie spisku, o udowodnienie bieli. Czy Real Madryt zwycięży zło? Tego nie wiemy. Wiemy jednak co możemy zrobić MY.

W ostatnich dniach wróg przypuścił atak na nasz dom, nasze forum. Z każdego zakątka wystaje bordowo-granatowa plakietka. mrs, decofcb87, MlodyFCB, soarq, GOAT, BN81, raol, joeyVeB, Hawkypeak, bern1 i inni. Każdy z nich to persona non grata. W wielu tematach można ostatnio przeczytać ataki na nasz klub i nasze osoby. Oczywiście kibiców Realu jest tu więcej jednak jesteśmy niezorganizowani podczas gdy putki przeprowadzają skoordynowane ataki wieloosobowe polegające na otoczeniu niewinnego madridisty w jednym temacie i przysypania go górą postów zawierających szkodliwą dla zdrowia putkologikę. Niewielu dzielnie staje do walki na całym forum, jednak z dumą mogę powiedzieć, że należę do tej mniejszości.
I ja, Daedalus, zwany także Daedalusem z kropką na końcu i dogrzewką, wzywam was, madridiści, do walki. Wspomóżmy naszych piłkarzy w walce przeciwko złu. TY możesz zrobić różnicę.

Od dzisiaj koniec z beznamiętnym czytaniem kłótni. Koniec z cichym akceptowaniem tego co się dzieje. NIE. NIGDY WIĘCEJ. Wzywam was, forumowicze, do bitwy. Koniec z milczeniem. Od dzisiaj gdy widzicie putkę atakującą w jakimś temacie waszym sumiennym obowiązkiem jest napisanie posta przeciwko niej. Nie zostawiajcie swoich braci samych. Odpisujcie, atakujcie. Pokażmy prawdziwą siłę forum.realmadrid.pl.

Następnym razem gdy zobaczysz teksty o św. pamięci Generale Franco, żołnierzach w szatni, kradzieży Di Stefano w temacie o Barcelonie twoje sumienie ma sobie przypomnieć to wezwanie do boju! Gdy zobaczysz jak mrs nieudolnie używa ironii i wkleja dziwne obrazki, NIE BĄDŹ OBOJĘTNY! Gdy decofcb87 toczy zaciętą bitwę z bratem forumowiczem, nie stójcie jak dupy wołowe tylko czytając. Napiszcie posta, okażcie wsparcie.

MADRIDISMO UNIDO!




_________________
"Ten, kto staje się potworem, zrzuca z siebie ciężar bycia człowiekiem."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość      
tayron36
Obrońca




Dołączył: 18 Cze 2009
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 2011.01.02 21:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

steff napisał:
A ja rozumiem radość Putek. Postanowiłem wczuć się w ich sytuację. Wzbić na wyżyny empatii. Wyobraziłem sobie jak wyglądałby dzień z mojego życia, jako kibica Blaugrany. Weźmy np. taki 28 kwietnia 2010r. ...
Budzę się. Promienie słońca wpadające przez okno delikatnie oświetlają majestat barw Katalonii. Tak! Moja pościel jest cała w czerwono żółte pasy! Ileż w tym symboliki, ile patosu, ile pozytywnej emocji. Wiem, że dziś słońce świeci nad Katalonią, że dziś będzie dobry dzień. Mierząc wzrokiem gładką toń pościeli nagle zauważam wzniesienie. Uwłaczający szlachetnym barwom namiot. No tak, to Wańka Wstańka. Ale czy to się godzi? Dotykać chujem katalońskich barw?! To niemal jakbym wyłożył chuja na całą Katalonię! Desperacko szukam jakiegoś ratunku, rozglądając się po pokoju. Co robić? Co robić?! I nagle jest. Olśnienie. Spoglądam na ścianę. Na pełne mesjanizmu i boskiego natchnienia oblicze postaci, której plakat wisi nad moim łóżkiem. Wiem, że wpatrywanie się w te szlachetne lica zabije we mnie wszelkie złe myśli i nieczyste akty. Patrzę na mego idola, a problem znika. Z radością wstaję z łóżka, z namaszczeniem, pieszczotliwie niemal zaścielam pościel. Wychodząc z pokoju jeszcze raz spoglądam na plakat. Dziękuję Ci, Lionelu Messi.
Czas na śniadanie. Co zjem dzisiaj? Oczywiście, coś katalońskiego! Niech będzie escudella! Przyrządzam posiłek i z wielkim smakiem go zjadam. Po śniadaniu zaczynają się jednak gastryczne kłopoty. Czy to escudella? Nie. To rosnące podniecenie, rozemocjonowanie przed dzisiejszym meczem, meczem drużyny, która jest mi tak bliska sercu – FC Barcelony. Pamiętam jak dziś niedawne tragiczne wydarzenia. Wulkan, pył, autobus. Sędzia, antyfootball, murarka. Te obrazy przesuwają się w mojej głowie jak w kalejdoskopie. Dziś szansa, by odwrócić nieszczęsne zdarzenie losu, szansa, by odrobić niekorzystny wynik. Choć to właściwie niemożliwe, moja Barca przegrała niedawno z Interem Mediolan 3:1. Targany emocjami żołądek gna mnie do toalety. Siadam na muszli, chwytam w rękę El Mundo Deportivo. Po chwili czuję, że jest po wszystkim. Żadnego pierdu, żadnego plusku. Mój kał przeszył toń wody niczym drapieżna ryba. Muszla jest czysta. Podcieram się – papier również jest czysty. Czy jestem zdziwiony? Ależ skąd. Jako kibic czegoś więcej niż klub jestem nobilitowany do tego, by robić coś więcej niż kupę.
(Od narratora: aby uniknąć dłużyzn wycięto znaczną część dnia, przesuwając się bezpośrednio do jego meritum)
I wreszcie jest! Nadszedł ten wielki wieczór. Emocje sięgają zenitu. Miłość, nadzieja. A z drugiej strony nienawiść, jad, wrogość. Szczególnie do tego jednego człowieka. Profana footballu, oprawcy widowiska, aroganckiego buca, prowokatorskiego chama. Trenera który nade wszystko miłuje tak znienawidzone przez kibica Blaugrany murowanie własnej bramki. Jose Mourinho. Jestem pełen zrozumienia dla kibiców Barcy, którzy zaatakowali jego samochód, czy też zakłócali ciszę nocną przed hotelem Interu. To miało go odwieść od przyjścia tutaj, miało być dla niego ostrzeżeniem i chronić jego bezpieczeństwo. On jednak przyszedł. Cóż – jego sprawa, on ryzykuje. Wraz z braćmi w Blaugranie czekamy przed telewizorem na pierwszy gwizdek. I jest! Zaczęli. Tak jak można było się spodziewać – Barca od pierwszych minut gra pięknie, Inter się muruje. Ale!!! Co tam się stało! Motta potężnie uderza w twarz Sergio Busqetsa! Co za cios! Pierdolnął go z półobrotu! Musi, musi być czerwona kartka. Całe szczęście – jest! Ale nasza radość jest chwilowa. Uśmiech na twarzy Mourinho wyjaśnia wszystko. To był podstęp! To było celowe! Motta miał dostać tę kartkę! Teraz już bez żadnych oporów będą mogli bronić się całą drużyną! Nic to. Barca sobie poradzi. Oglądamy mecz. Barca gra kosmos. Klep. Klep. Klep. Klep. Piłeczka chodzi jak po sznureczku. Klep. Klep. Ja do ciebie, ty do niego, on do mnie, a ja do ciebie. To jest właśnie katalońska szkoła piłki! Liczę podania. 10, 15, 20, 30, 50, 80! Ależ ta drużyna jest niesamowita! Posiadanie piłki: 90%. Uśmiecham się błogo. To jest właśnie piękno footballu! Poezja, maestria, kunszt i sztuka! W duchu dziękuję Bogu za to, że katalońscy emigranci na niesprzyjającej, angielskiej ziemi wymyślili piłkę nożną. Zaczynam marzyć: widzę Barcelonę zwyciężającą w finale Ligii Mistrzów, Puyol wznosi puchar na Bernabeu, a kibice parszywego Realu płaczą jak bobry. Ale zaraz... Barca jeszcze nie strzeliła bramki?! Niemożliwe. A jednak! Nieważne, kończy się pierwsza połowa, ale ja wiem, że przy takiej grze bramka jest kwestią czasu. W przerwie meczu dyskutujemy z braćmi w Blaugranie o tym, jak bardzo widowisko cierpi przez grę Interu...
Zaczyna się druga połowa. Barca dalej gra pięknie, Inter tylko wybija piłki. Wychodzę na szybkie siku do toalety. I nagle słyszę ryk z pokoju!!! Tak, to krzyk radości! A więc jest 1:0! Przechodzi mnie dreszcz, aż trochę obsikałem sobie nogawkę. To nic. Kto mógł strzelić? Messi, Ibra? Nie, on już przecież zszedł. Może Bojan? Czym prędzej biegnę do pokoju. Nie jestem zaskoczony, gdy dowiaduję się, że gola strzelił Pique. Piłkarz uniwersalny potrafi wszystko. Z braćmi w Blaugranie krytykujemy jeszcze stronniczego komentatora, który przy bramce dopatrywał się spalonego. A więc jeszcze tylko jeden gol i marzenie o finale się spełni! I jest! Gol! Finał! Zwycięstwo! Triumf! Wielka Barcelona! To jest ta Barcelona! To jest ten gol! To jest ten Bojan! Ale... Co tam się dzieje?! Sędzia dopatruje się zagrania ręką Keity. Cisną mi się na usta słowa niegodne kibica Barcy, który mężnie znosi przeciwności losu i nigdy nie krytykuje sędziego... Nie wytrzymuję. Wstaję i krzyczę:
CZY TY W OGÓLE MASZ OCZY SKURWYSYNIE?!
Bracia w Blaugranie potakują głowami a aprobatą. Tak nas oszukać... Tak okłamać... Mecz się kończy. A więc sędzia przepchnął Inter do finału. Przekupna dziwka. A profan footballu biegnie na środek boiska! Zaraz będzie nieszczęście! Ale nie! Mężny Valdes własną piersią zasłania wroga przed lecącymi puszkami i zapalniczkami. Władczym gestem nakazuje trybunom się uspokoić. Jestem dumny! To my tak naprawdę wygraliśmy mecz, zwycięstwo odebrał nam sędzia! Teraz Valdes pokazuje, że również moralnie, etycznie jesteśmy zwycięzcami. Jest i piękny gest ze strony organizatorów. Nikt nie przygotował niebiesko – czarnego konfetti, bo nikt nie spodziewał się niemożliwego – awansu Interu. Ale zamiast tego na świętujących piłkarzy Interu spada srebrzysty strumień wody ze zraszaczy! Co za szlachetność, co za gest ze strony organizatorów. Tylko Blaugrana tak potrafi przegrywać – z pokorą i szacunkiem dla przeciwnika.
Rozchodzimy się smutni, ale i dumni. Barca pozostała wierna swoim ideałom, Barca zniosła oszustwo z pokorą, okazała respekt dla przeciwnika. Dla nas Barca jest dziś zwycięska! Jest wzorem dla innych. Dla nas, kibiców więcej niż klubu!


oraz

Daedalus napisał:

Bracia forumowicze, siostry forumowiczki.

Nadchodzi ten dzień. 29 listopada 2010. Starcie przeciwko światu. Walka o obalenie spisku, o udowodnienie bieli. Czy Real Madryt zwycięży zło? Tego nie wiemy. Wiemy jednak co możemy zrobić MY.

W ostatnich dniach wróg przypuścił atak na nasz dom, nasze forum. Z każdego zakątka wystaje bordowo-granatowa plakietka. mrs, decofcb87, MlodyFCB, soarq, GOAT, BN81, raol, joeyVeB, Hawkypeak, bern1 i inni. Każdy z nich to persona non grata. W wielu tematach można ostatnio przeczytać ataki na nasz klub i nasze osoby. Oczywiście kibiców Realu jest tu więcej jednak jesteśmy niezorganizowani podczas gdy putki przeprowadzają skoordynowane ataki wieloosobowe polegające na otoczeniu niewinnego madridisty w jednym temacie i przysypania go górą postów zawierających szkodliwą dla zdrowia putkologikę. Niewielu dzielnie staje do walki na całym forum, jednak z dumą mogę powiedzieć, że należę do tej mniejszości.
I ja, Daedalus, zwany także Daedalusem z kropką na końcu i dogrzewką, wzywam was, madridiści, do walki. Wspomóżmy naszych piłkarzy w walce przeciwko złu. TY możesz zrobić różnicę.

Od dzisiaj koniec z beznamiętnym czytaniem kłótni. Koniec z cichym akceptowaniem tego co się dzieje. NIE. NIGDY WIĘCEJ. Wzywam was, forumowicze, do bitwy. Koniec z milczeniem. Od dzisiaj gdy widzicie putkę atakującą w jakimś temacie waszym sumiennym obowiązkiem jest napisanie posta przeciwko niej. Nie zostawiajcie swoich braci samych. Odpisujcie, atakujcie. Pokażmy prawdziwą siłę forum.realmadrid.pl.

Następnym razem gdy zobaczysz teksty o św. pamięci Generale Franco, żołnierzach w szatni, kradzieży Di Stefano w temacie o Barcelonie twoje sumienie ma sobie przypomnieć to wezwanie do boju! Gdy zobaczysz jak mrs nieudolnie używa ironii i wkleja dziwne obrazki, NIE BĄDŹ OBOJĘTNY! Gdy decofcb87 toczy zaciętą bitwę z bratem forumowiczem, nie stójcie jak dupy wołowe tylko czytając. Napiszcie posta, okażcie wsparcie.

MADRIDISMO UNIDO!




_________________
Kobe Bryant #24

"Wyimaginowany Beckham, czyli nadęty gwiazdor, nie istnieje, istnieje natomiast Beckham profesjonalista"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email      
galaktyczny.
Maestro




Dołączył: 09 Sie 2006
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 2011.01.03 01:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

BaniaKaka8 napisał:
W pierwszym meczu odnowionego Los Galacticos z FC Barceloną to Crstiano Ronaldo nie istniał, sam Ricardo pociągał grę, wygrywał wszystkie starcia w bark bark z Puyolem i Pique. Nawet nie ma po co porówywać numeru 8 z Messim i Cristiano Ronaldo, bo Ricardo jest zawsze zwyciężcą z takiej konfrontacji. Nie wiem kim był Kaka w 2007 roku, chciałbym aby tym kimś został w 2011 roku i podniósł razem z drużyną na Wembley Puchar Europy, mamy wielkiego trenera i co nam tylko pozostało, zalutować według niektórych linię ataku, według mnie posiadamy AŻ skład kompletny.


hakur napisał:
Ja wiem jak Mourinho się czuję. Ostatnio tak miałem na imprezie. Dzwoni kolega i mówi, żebym wpadał do Konstancina. Bananowy balet, ładne dziewczyny, kilka łatwych, kilka kandydatek na żonę, drogi alkohol, wypasiona chata. Jadę zajarany, myślę, że jadę na balet jak ten, o którym pisali na fejsie, u Janusza czy coś takiego. Wchodzę. Pierwsze dwie godziny spoko, ale potem widzę co się dzieje i zaczynam się wkurwiać. Nie dość, że te trudne, dla mnie są ciągle trudne, to jeszcze te łatwe nagle stawiają warunki, że ja pierdole. A co u Pawła? Wiecie tego kutasa, którego nienawidzę - ni to ładniejszy odemnie, ni to lepiej ubrany, ni chuja fajniejszy, powiedziałbym, że debil. No co - wszedł i tak: na łatwe pstryka palcami, tym trudnym mówi "cześć jestem paweł, chodź na górę" i one idą. No jak tu się nie wkurwić. Nie jestem z tych co milczą, widzę, że coś tu nie gra. Hipokrytki zasrane dają mu się macać, a potem mówią, że do końca walczyły o swoją cnotę. Nazywam je po imieniu "kurwami" i nagle wszyscy na imprezie chcą mnie napierdalać. Ciężko.

Ale wiecie jak sie skończyło nie? Zostałem, zerżnąłem wszystkie, Pawła najebałem i zostałem królem melanżu.

Joł



Wypowiedź steffa i Acida również była bardzo dobra, ale na coś trzeba było się zdecydować. A naszego forumowego Kakę musiałem wyróżnić. Zresztą chyba nie ma drugiego tak płodnego użytkownika, jeżeli dyskutujemy o perełkach ;) W zasadzie 90% wypowiedzi Baniaka to klasyka, którą można by bez problemu tutaj cytować. I z których każdy dłużej czy krócej się śmiał.
Z kolei drugi cytat po prostu jest mocny i ma świetną narrację ;)



_________________
Byle człowiek był szlachetny, całą zaś resztę można zdobyć talentem, wiedzą, rozsądkiem, geniuszem.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość      
Sondokan
Because fuck you, that's why.




Dołączył: 26 Lut 2008
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 2011.01.03 13:38    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

steff napisał:
A ja rozumiem radość Putek. Postanowiłem wczuć się w ich sytuację. Wzbić na wyżyny empatii. Wyobraziłem sobie jak wyglądałby dzień z mojego życia, jako kibica Blaugrany. Weźmy np. taki 28 kwietnia 2010r. ...
Budzę się. Promienie słońca wpadające przez okno delikatnie oświetlają majestat barw Katalonii. Tak! Moja pościel jest cała w czerwono żółte pasy! Ileż w tym symboliki, ile patosu, ile pozytywnej emocji. Wiem, że dziś słońce świeci nad Katalonią, że dziś będzie dobry dzień. Mierząc wzrokiem gładką toń pościeli nagle zauważam wzniesienie. Uwłaczający szlachetnym barwom namiot. No tak, to Wańka Wstańka. Ale czy to się godzi? Dotykać chujem katalońskich barw?! To niemal jakbym wyłożył chuja na całą Katalonię! Desperacko szukam jakiegoś ratunku, rozglądając się po pokoju. Co robić? Co robić?! I nagle jest. Olśnienie. Spoglądam na ścianę. Na pełne mesjanizmu i boskiego natchnienia oblicze postaci, której plakat wisi nad moim łóżkiem. Wiem, że wpatrywanie się w te szlachetne lica zabije we mnie wszelkie złe myśli i nieczyste akty. Patrzę na mego idola, a problem znika. Z radością wstaję z łóżka, z namaszczeniem, pieszczotliwie niemal zaścielam pościel. Wychodząc z pokoju jeszcze raz spoglądam na plakat. Dziękuję Ci, Lionelu Messi.
Czas na śniadanie. Co zjem dzisiaj? Oczywiście, coś katalońskiego! Niech będzie escudella! Przyrządzam posiłek i z wielkim smakiem go zjadam. Po śniadaniu zaczynają się jednak gastryczne kłopoty. Czy to escudella? Nie. To rosnące podniecenie, rozemocjonowanie przed dzisiejszym meczem, meczem drużyny, która jest mi tak bliska sercu – FC Barcelony. Pamiętam jak dziś niedawne tragiczne wydarzenia. Wulkan, pył, autobus. Sędzia, antyfootball, murarka. Te obrazy przesuwają się w mojej głowie jak w kalejdoskopie. Dziś szansa, by odwrócić nieszczęsne zdarzenie losu, szansa, by odrobić niekorzystny wynik. Choć to właściwie niemożliwe, moja Barca przegrała niedawno z Interem Mediolan 3:1. Targany emocjami żołądek gna mnie do toalety. Siadam na muszli, chwytam w rękę El Mundo Deportivo. Po chwili czuję, że jest po wszystkim. Żadnego pierdu, żadnego plusku. Mój kał przeszył toń wody niczym drapieżna ryba. Muszla jest czysta. Podcieram się – papier również jest czysty. Czy jestem zdziwiony? Ależ skąd. Jako kibic czegoś więcej niż klub jestem nobilitowany do tego, by robić coś więcej niż kupę.
(Od narratora: aby uniknąć dłużyzn wycięto znaczną część dnia, przesuwając się bezpośrednio do jego meritum)
I wreszcie jest! Nadszedł ten wielki wieczór. Emocje sięgają zenitu. Miłość, nadzieja. A z drugiej strony nienawiść, jad, wrogość. Szczególnie do tego jednego człowieka. Profana footballu, oprawcy widowiska, aroganckiego buca, prowokatorskiego chama. Trenera który nade wszystko miłuje tak znienawidzone przez kibica Blaugrany murowanie własnej bramki. Jose Mourinho. Jestem pełen zrozumienia dla kibiców Barcy, którzy zaatakowali jego samochód, czy też zakłócali ciszę nocną przed hotelem Interu. To miało go odwieść od przyjścia tutaj, miało być dla niego ostrzeżeniem i chronić jego bezpieczeństwo. On jednak przyszedł. Cóż – jego sprawa, on ryzykuje. Wraz z braćmi w Blaugranie czekamy przed telewizorem na pierwszy gwizdek. I jest! Zaczęli. Tak jak można było się spodziewać – Barca od pierwszych minut gra pięknie, Inter się muruje. Ale!!! Co tam się stało! Motta potężnie uderza w twarz Sergio Busqetsa! Co za cios! Pierdolnął go z półobrotu! Musi, musi być czerwona kartka. Całe szczęście – jest! Ale nasza radość jest chwilowa. Uśmiech na twarzy Mourinho wyjaśnia wszystko. To był podstęp! To było celowe! Motta miał dostać tę kartkę! Teraz już bez żadnych oporów będą mogli bronić się całą drużyną! Nic to. Barca sobie poradzi. Oglądamy mecz. Barca gra kosmos. Klep. Klep. Klep. Klep. Piłeczka chodzi jak po sznureczku. Klep. Klep. Ja do ciebie, ty do niego, on do mnie, a ja do ciebie. To jest właśnie katalońska szkoła piłki! Liczę podania. 10, 15, 20, 30, 50, 80! Ależ ta drużyna jest niesamowita! Posiadanie piłki: 90%. Uśmiecham się błogo. To jest właśnie piękno footballu! Poezja, maestria, kunszt i sztuka! W duchu dziękuję Bogu za to, że katalońscy emigranci na niesprzyjającej, angielskiej ziemi wymyślili piłkę nożną. Zaczynam marzyć: widzę Barcelonę zwyciężającą w finale Ligii Mistrzów, Puyol wznosi puchar na Bernabeu, a kibice parszywego Realu płaczą jak bobry. Ale zaraz... Barca jeszcze nie strzeliła bramki?! Niemożliwe. A jednak! Nieważne, kończy się pierwsza połowa, ale ja wiem, że przy takiej grze bramka jest kwestią czasu. W przerwie meczu dyskutujemy z braćmi w Blaugranie o tym, jak bardzo widowisko cierpi przez grę Interu...
Zaczyna się druga połowa. Barca dalej gra pięknie, Inter tylko wybija piłki. Wychodzę na szybkie siku do toalety. I nagle słyszę ryk z pokoju!!! Tak, to krzyk radości! A więc jest 1:0! Przechodzi mnie dreszcz, aż trochę obsikałem sobie nogawkę. To nic. Kto mógł strzelić? Messi, Ibra? Nie, on już przecież zszedł. Może Bojan? Czym prędzej biegnę do pokoju. Nie jestem zaskoczony, gdy dowiaduję się, że gola strzelił Pique. Piłkarz uniwersalny potrafi wszystko. Z braćmi w Blaugranie krytykujemy jeszcze stronniczego komentatora, który przy bramce dopatrywał się spalonego. A więc jeszcze tylko jeden gol i marzenie o finale się spełni! I jest! Gol! Finał! Zwycięstwo! Triumf! Wielka Barcelona! To jest ta Barcelona! To jest ten gol! To jest ten Bojan! Ale... Co tam się dzieje?! Sędzia dopatruje się zagrania ręką Keity. Cisną mi się na usta słowa niegodne kibica Barcy, który mężnie znosi przeciwności losu i nigdy nie krytykuje sędziego... Nie wytrzymuję. Wstaję i krzyczę:
CZY TY W OGÓLE MASZ OCZY SKURWYSYNIE?!
Bracia w Blaugranie potakują głowami a aprobatą. Tak nas oszukać... Tak okłamać... Mecz się kończy. A więc sędzia przepchnął Inter do finału. Przekupna dziwka. A profan footballu biegnie na środek boiska! Zaraz będzie nieszczęście! Ale nie! Mężny Valdes własną piersią zasłania wroga przed lecącymi puszkami i zapalniczkami. Władczym gestem nakazuje trybunom się uspokoić. Jestem dumny! To my tak naprawdę wygraliśmy mecz, zwycięstwo odebrał nam sędzia! Teraz Valdes pokazuje, że również moralnie, etycznie jesteśmy zwycięzcami. Jest i piękny gest ze strony organizatorów. Nikt nie przygotował niebiesko – czarnego konfetti, bo nikt nie spodziewał się niemożliwego – awansu Interu. Ale zamiast tego na świętujących piłkarzy Interu spada srebrzysty strumień wody ze zraszaczy! Co za szlachetność, co za gest ze strony organizatorów. Tylko Blaugrana tak potrafi przegrywać – z pokorą i szacunkiem dla przeciwnika.
Rozchodzimy się smutni, ale i dumni. Barca pozostała wierna swoim ideałom, Barca zniosła oszustwo z pokorą, okazała respekt dla przeciwnika. Dla nas Barca jest dziś zwycięska! Jest wzorem dla innych. Dla nas, kibiców więcej niż klubu!



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość      
jez_polarny
gen. Franco




Dołączył: 21 Cze 2006
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 2011.01.03 14:30    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Daedalus napisał:

Bracia forumowicze, siostry forumowiczki.

Nadchodzi ten dzień. 29 listopada 2010. Starcie przeciwko światu. Walka o obalenie spisku, o udowodnienie bieli. Czy Real Madryt zwycięży zło? Tego nie wiemy. Wiemy jednak co możemy zrobić MY.

W ostatnich dniach wróg przypuścił atak na nasz dom, nasze forum. Z każdego zakątka wystaje bordowo-granatowa plakietka. mrs, decofcb87, MlodyFCB, soarq, GOAT, BN81, raol, joeyVeB, Hawkypeak, bern1 i inni. Każdy z nich to persona non grata. W wielu tematach można ostatnio przeczytać ataki na nasz klub i nasze osoby. Oczywiście kibiców Realu jest tu więcej jednak jesteśmy niezorganizowani podczas gdy putki przeprowadzają skoordynowane ataki wieloosobowe polegające na otoczeniu niewinnego madridisty w jednym temacie i przysypania go górą postów zawierających szkodliwą dla zdrowia putkologikę. Niewielu dzielnie staje do walki na całym forum, jednak z dumą mogę powiedzieć, że należę do tej mniejszości.
I ja, Daedalus, zwany także Daedalusem z kropką na końcu i dogrzewką, wzywam was, madridiści, do walki. Wspomóżmy naszych piłkarzy w walce przeciwko złu. TY możesz zrobić różnicę.

Od dzisiaj koniec z beznamiętnym czytaniem kłótni. Koniec z cichym akceptowaniem tego co się dzieje. NIE. NIGDY WIĘCEJ. Wzywam was, forumowicze, do bitwy. Koniec z milczeniem. Od dzisiaj gdy widzicie putkę atakującą w jakimś temacie waszym sumiennym obowiązkiem jest napisanie posta przeciwko niej. Nie zostawiajcie swoich braci samych. Odpisujcie, atakujcie. Pokażmy prawdziwą siłę forum.realmadrid.pl.

Następnym razem gdy zobaczysz teksty o św. pamięci Generale Franco, żołnierzach w szatni, kradzieży Di Stefano w temacie o Barcelonie twoje sumienie ma sobie przypomnieć to wezwanie do boju! Gdy zobaczysz jak mrs nieudolnie używa ironii i wkleja dziwne obrazki, NIE BĄDŹ OBOJĘTNY! Gdy decofcb87 toczy zaciętą bitwę z bratem forumowiczem, nie stójcie jak dupy wołowe tylko czytając. Napiszcie posta, okażcie wsparcie.

MADRIDISMO UNIDO!


hakur napisał:
Ma piękną dziewczynę, ładny z niego chłopak, ma 19 lat, Mourinho się w nim zakochał, nie ma Raula, nie ma Gutiego. Wyobraźcie sobie kibica Realu, ojca. Chce kupić synowi koszulkę i co?
a) nikt normalny nie kupuje koszulki z nazwiskiem obrońcy więc Ramos odpada
b) kupi Ronaldo, to ośmioletni szkrab będzie podpierdalał mu kase z portfela i wydawał na solarium
b) kupi Benzeme to zacznie rapować i ruchać prostytutki
c) kupi Kake to zostanie księdzem
d) Ozila dzieciak się boi więc nie będzie chciał

Zostaję Higuain i Canales. Pewnie dzieciak nazywa się Sergio jak chyba 3/4 Hiszpanów więc wiadomo.

Nie wiem jak gra ten Canales ale się jaram. W życiu jest tak, że pewne rzeczy się dzieją. Potrzebujemy żeby ten Canales grał w pierwszym składzie i potrzebujemy żeby był dobry. Macie to samo przeczucie? Tak jak wiadomo, że Naruto w końcu zostanie Hokage, tak wiadomo (wiem) że Canales będzie kotem. To wisi w powietrzu.




_________________
To jeszcze kibice, czy to już gangi ?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email      
Nieracze.
Trener
Trener




Dołączył: 21 Lut 2009
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 2011.01.03 15:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Daedalus napisał:

Bracia forumowicze, siostry forumowiczki.

Nadchodzi ten dzień. 29 listopada 2010. Starcie przeciwko światu. Walka o obalenie spisku, o udowodnienie bieli. Czy Real Madryt zwycięży zło? Tego nie wiemy. Wiemy jednak co możemy zrobić MY.

W ostatnich dniach wróg przypuścił atak na nasz dom, nasze forum. Z każdego zakątka wystaje bordowo-granatowa plakietka. mrs, decofcb87, MlodyFCB, soarq, GOAT, BN81, raol, joeyVeB, Hawkypeak, bern1 i inni. Każdy z nich to persona non grata. W wielu tematach można ostatnio przeczytać ataki na nasz klub i nasze osoby. Oczywiście kibiców Realu jest tu więcej jednak jesteśmy niezorganizowani podczas gdy putki przeprowadzają skoordynowane ataki wieloosobowe polegające na otoczeniu niewinnego madridisty w jednym temacie i przysypania go górą postów zawierających szkodliwą dla zdrowia putkologikę. Niewielu dzielnie staje do walki na całym forum, jednak z dumą mogę powiedzieć, że należę do tej mniejszości.
I ja, Daedalus, zwany także Daedalusem z kropką na końcu i dogrzewką, wzywam was, madridiści, do walki. Wspomóżmy naszych piłkarzy w walce przeciwko złu. TY możesz zrobić różnicę.

Od dzisiaj koniec z beznamiętnym czytaniem kłótni. Koniec z cichym akceptowaniem tego co się dzieje. NIE. NIGDY WIĘCEJ. Wzywam was, forumowicze, do bitwy. Koniec z milczeniem. Od dzisiaj gdy widzicie putkę atakującą w jakimś temacie waszym sumiennym obowiązkiem jest napisanie posta przeciwko niej. Nie zostawiajcie swoich braci samych. Odpisujcie, atakujcie. Pokażmy prawdziwą siłę forum.realmadrid.pl.

Następnym razem gdy zobaczysz teksty o św. pamięci Generale Franco, żołnierzach w szatni, kradzieży Di Stefano w temacie o Barcelonie twoje sumienie ma sobie przypomnieć to wezwanie do boju! Gdy zobaczysz jak mrs nieudolnie używa ironii i wkleja dziwne obrazki, NIE BĄDŹ OBOJĘTNY! Gdy decofcb87 toczy zaciętą bitwę z bratem forumowiczem, nie stójcie jak dupy wołowe tylko czytając. Napiszcie posta, okażcie wsparcie.

MADRIDISMO UNIDO!

mój faworyt


Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość      
bol33
Prezes
Prezes




Dołączył: 14 Sty 2009
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 2011.01.03 15:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Daedalus napisał:

Bracia forumowicze, siostry forumowiczki.

Nadchodzi ten dzień. 29 listopada 2010. Starcie przeciwko światu. Walka o obalenie spisku, o udowodnienie bieli. Czy Real Madryt zwycięży zło? Tego nie wiemy. Wiemy jednak co możemy zrobić MY.

W ostatnich dniach wróg przypuścił atak na nasz dom, nasze forum. Z każdego zakątka wystaje bordowo-granatowa plakietka. mrs, decofcb87, MlodyFCB, soarq, GOAT, BN81, raol, joeyVeB, Hawkypeak, bern1 i inni. Każdy z nich to persona non grata. W wielu tematach można ostatnio przeczytać ataki na nasz klub i nasze osoby. Oczywiście kibiców Realu jest tu więcej jednak jesteśmy niezorganizowani podczas gdy putki przeprowadzają skoordynowane ataki wieloosobowe polegające na otoczeniu niewinnego madridisty w jednym temacie i przysypania go górą postów zawierających szkodliwą dla zdrowia putkologikę. Niewielu dzielnie staje do walki na całym forum, jednak z dumą mogę powiedzieć, że należę do tej mniejszości.
I ja, Daedalus, zwany także Daedalusem z kropką na końcu i dogrzewką, wzywam was, madridiści, do walki. Wspomóżmy naszych piłkarzy w walce przeciwko złu. TY możesz zrobić różnicę.

Od dzisiaj koniec z beznamiętnym czytaniem kłótni. Koniec z cichym akceptowaniem tego co się dzieje. NIE. NIGDY WIĘCEJ. Wzywam was, forumowicze, do bitwy. Koniec z milczeniem. Od dzisiaj gdy widzicie putkę atakującą w jakimś temacie waszym sumiennym obowiązkiem jest napisanie posta przeciwko niej. Nie zostawiajcie swoich braci samych. Odpisujcie, atakujcie. Pokażmy prawdziwą siłę forum.realmadrid.pl.

Następnym razem gdy zobaczysz teksty o św. pamięci Generale Franco, żołnierzach w szatni, kradzieży Di Stefano w temacie o Barcelonie twoje sumienie ma sobie przypomnieć to wezwanie do boju! Gdy zobaczysz jak mrs nieudolnie używa ironii i wkleja dziwne obrazki, NIE BĄDŹ OBOJĘTNY! Gdy decofcb87 toczy zaciętą bitwę z bratem forumowiczem, nie stójcie jak dupy wołowe tylko czytając. Napiszcie posta, okażcie wsparcie.

MADRIDISMO UNIDO!

nr 1


Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość      
galaktyczny.
Maestro




Dołączył: 09 Sie 2006
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 2011.01.05 02:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bianiak walnął po meczu takiego posta w temacie o Kace, że bez nominacji powinien wygrać :lol2:



_________________
Byle człowiek był szlachetny, całą zaś resztę można zdobyć talentem, wiedzą, rozsądkiem, geniuszem.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość      
hakur
Real Madryt A
Real Madryt A




Dołączył: 29 Sty 2004
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 2011.01.06 03:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

hakur napisał:
Ma piękną dziewczynę, ładny z niego chłopak, ma 19 lat, Mourinho się w nim zakochał, nie ma Raula, nie ma Gutiego. Wyobraźcie sobie kibica Realu, ojca. Chce kupić synowi koszulkę i co?
a) nikt normalny nie kupuje koszulki z nazwiskiem obrońcy więc Ramos odpada
b) kupi Ronaldo, to ośmioletni szkrab będzie podpierdalał mu kase z portfela i wydawał na solarium
b) kupi Benzeme to zacznie rapować i ruchać prostytutki
c) kupi Kake to zostanie księdzem
d) Ozila dzieciak się boi więc nie będzie chciał

Zostaję Higuain i Canales. Pewnie dzieciak nazywa się Sergio jak chyba 3/4 Hiszpanów więc wiadomo.

Nie wiem jak gra ten Canales ale się jaram. W życiu jest tak, że pewne rzeczy się dzieją. Potrzebujemy żeby ten Canales grał w pierwszym składzie i potrzebujemy żeby był dobry. Macie to samo przeczucie? Tak jak wiadomo, że Naruto w końcu zostanie Hokage, tak wiadomo (wiem) że Canales będzie kotem. To wisi w powietrzu.

KOT!

hakur napisał:
Ja wiem jak Mourinho się czuję. Ostatnio tak miałem na imprezie. Dzwoni kolega i mówi, żebym wpadał do Konstancina. Bananowy balet, ładne dziewczyny, kilka łatwych, kilka kandydatek na żonę, drogi alkohol, wypasiona chata. Jadę zajarany, myślę, że jadę na balet jak ten, o którym pisali na fejsie, u Janusza czy coś takiego. Wchodzę. Pierwsze dwie godziny spoko, ale potem widzę co się dzieje i zaczynam się wkurwiać. Nie dość, że te trudne, dla mnie są ciągle trudne, to jeszcze te łatwe nagle stawiają warunki, że ja pierdole. A co u Pawła? Wiecie tego kutasa, którego nienawidzę - ni to ładniejszy odemnie, ni to lepiej ubrany, ni chuja fajniejszy, powiedziałbym, że debil. No co - wszedł i tak: na łatwe pstryka palcami, tym trudnym mówi "cześć jestem paweł, chodź na górę" i one idą. No jak tu się nie wkurwić. Nie jestem z tych co milczą, widzę, że coś tu nie gra. Hipokrytki zasrane dają mu się macać, a potem mówią, że do końca walczyły o swoją cnotę. Nazywam je po imieniu "kurwami" i nagle wszyscy na imprezie chcą mnie napierdalać. Ciężko.

Ale wiecie jak sie skończyło nie? Zostałem, zerżnąłem wszystkie, Pawła najebałem i zostałem królem melanżu.

Joł

KOT!


Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email      
tyranitar
Raúl para Siempre




Dołączył: 23 Lut 2005
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 2011.01.06 15:39    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Daedalus napisał:

Bracia forumowicze, siostry forumowiczki.

Nadchodzi ten dzień. 29 listopada 2010. Starcie przeciwko światu. Walka o obalenie spisku, o udowodnienie bieli. Czy Real Madryt zwycięży zło? Tego nie wiemy. Wiemy jednak co możemy zrobić MY.

W ostatnich dniach wróg przypuścił atak na nasz dom, nasze forum. Z każdego zakątka wystaje bordowo-granatowa plakietka. mrs, decofcb87, MlodyFCB, soarq, GOAT, BN81, raol, joeyVeB, Hawkypeak, bern1 i inni. Każdy z nich to persona non grata. W wielu tematach można ostatnio przeczytać ataki na nasz klub i nasze osoby. Oczywiście kibiców Realu jest tu więcej jednak jesteśmy niezorganizowani podczas gdy putki przeprowadzają skoordynowane ataki wieloosobowe polegające na otoczeniu niewinnego madridisty w jednym temacie i przysypania go górą postów zawierających szkodliwą dla zdrowia putkologikę. Niewielu dzielnie staje do walki na całym forum, jednak z dumą mogę powiedzieć, że należę do tej mniejszości.
I ja, Daedalus, zwany także Daedalusem z kropką na końcu i dogrzewką, wzywam was, madridiści, do walki. Wspomóżmy naszych piłkarzy w walce przeciwko złu. TY możesz zrobić różnicę.

Od dzisiaj koniec z beznamiętnym czytaniem kłótni. Koniec z cichym akceptowaniem tego co się dzieje. NIE. NIGDY WIĘCEJ. Wzywam was, forumowicze, do bitwy. Koniec z milczeniem. Od dzisiaj gdy widzicie putkę atakującą w jakimś temacie waszym sumiennym obowiązkiem jest napisanie posta przeciwko niej. Nie zostawiajcie swoich braci samych. Odpisujcie, atakujcie. Pokażmy prawdziwą siłę forum.realmadrid.pl.

Następnym razem gdy zobaczysz teksty o św. pamięci Generale Franco, żołnierzach w szatni, kradzieży Di Stefano w temacie o Barcelonie twoje sumienie ma sobie przypomnieć to wezwanie do boju! Gdy zobaczysz jak mrs nieudolnie używa ironii i wkleja dziwne obrazki, NIE BĄDŹ OBOJĘTNY! Gdy decofcb87 toczy zaciętą bitwę z bratem forumowiczem, nie stójcie jak dupy wołowe tylko czytając. Napiszcie posta, okażcie wsparcie.

MADRIDISMO UNIDO!


hakur napisał:
Ma piękną dziewczynę, ładny z niego chłopak, ma 19 lat, Mourinho się w nim zakochał, nie ma Raula, nie ma Gutiego. Wyobraźcie sobie kibica Realu, ojca. Chce kupić synowi koszulkę i co?
a) nikt normalny nie kupuje koszulki z nazwiskiem obrońcy więc Ramos odpada
b) kupi Ronaldo, to ośmioletni szkrab będzie podpierdalał mu kase z portfela i wydawał na solarium
b) kupi Benzeme to zacznie rapować i ruchać prostytutki
c) kupi Kake to zostanie księdzem
d) Ozila dzieciak się boi więc nie będzie chciał

Zostaję Higuain i Canales. Pewnie dzieciak nazywa się Sergio jak chyba 3/4 Hiszpanów więc wiadomo.

Nie wiem jak gra ten Canales ale się jaram. W życiu jest tak, że pewne rzeczy się dzieją. Potrzebujemy żeby ten Canales grał w pierwszym składzie i potrzebujemy żeby był dobry. Macie to samo przeczucie? Tak jak wiadomo, że Naruto w końcu zostanie Hokage, tak wiadomo (wiem) że Canales będzie kotem. To wisi w powietrzu.



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora      
Don RAUL
To wina Iriny jest




Dołączył: 21 Mar 2009
Użytkownik zbanowany

Ostrzeżeń: 9
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 2011.01.07 19:53    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

hakur napisał:
hakur napisał:
Ma piękną dziewczynę, ładny z niego chłopak, ma 19 lat, Mourinho się w nim zakochał, nie ma Raula, nie ma Gutiego. Wyobraźcie sobie kibica Realu, ojca. Chce kupić synowi koszulkę i co?
a) nikt normalny nie kupuje koszulki z nazwiskiem obrońcy więc Ramos odpada
b) kupi Ronaldo, to ośmioletni szkrab będzie podpierdalał mu kase z portfela i wydawał na solarium
b) kupi Benzeme to zacznie rapować i ruchać prostytutki
c) kupi Kake to zostanie księdzem
d) Ozila dzieciak się boi więc nie będzie chciał

Zostaję Higuain i Canales. Pewnie dzieciak nazywa się Sergio jak chyba 3/4 Hiszpanów więc wiadomo.

Nie wiem jak gra ten Canales ale się jaram. W życiu jest tak, że pewne rzeczy się dzieją. Potrzebujemy żeby ten Canales grał w pierwszym składzie i potrzebujemy żeby był dobry. Macie to samo przeczucie? Tak jak wiadomo, że Naruto w końcu zostanie Hokage, tak wiadomo (wiem) że Canales będzie kotem. To wisi w powietrzu.

KOT!

hakur napisał:
Ja wiem jak Mourinho się czuję. Ostatnio tak miałem na imprezie. Dzwoni kolega i mówi, żebym wpadał do Konstancina. Bananowy balet, ładne dziewczyny, kilka łatwych, kilka kandydatek na żonę, drogi alkohol, wypasiona chata. Jadę zajarany, myślę, że jadę na balet jak ten, o którym pisali na fejsie, u Janusza czy coś takiego. Wchodzę. Pierwsze dwie godziny spoko, ale potem widzę co się dzieje i zaczynam się wkurwiać. Nie dość, że te trudne, dla mnie są ciągle trudne, to jeszcze te łatwe nagle stawiają warunki, że ja pierdole. A co u Pawła? Wiecie tego kutasa, którego nienawidzę - ni to ładniejszy odemnie, ni to lepiej ubrany, ni chuja fajniejszy, powiedziałbym, że debil. No co - wszedł i tak: na łatwe pstryka palcami, tym trudnym mówi "cześć jestem paweł, chodź na górę" i one idą. No jak tu się nie wkurwić. Nie jestem z tych co milczą, widzę, że coś tu nie gra. Hipokrytki zasrane dają mu się macać, a potem mówią, że do końca walczyły o swoją cnotę. Nazywam je po imieniu "kurwami" i nagle wszyscy na imprezie chcą mnie napierdalać. Ciężko.

Ale wiecie jak sie skończyło nie? Zostałem, zerżnąłem wszystkie, Pawła najebałem i zostałem królem melanżu.

Joł

KOT!

Przecież nie można głosować na siebie :|


Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora      
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum RealMadryt.pl Strona Główna   Oscary 2010 Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
Strona 2 z 3
Skocz do:  

 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Template © BMan1
RMPL Spółka z o.o., Al. Pokoju 33, 31-564 Kraków. Kapitał zakładowy: 50.000,00 zł, NIP: 6751520447, REGON: 361845083